Szkoła Podstawowa im. Stanisława Broniewskiego "Orszy" w Wałdowie Szlacheckim

BIP FB Tarcza
Godło RP

Służę jak Orsza

Zbrodnia katyńska

Pod niebem ciężkim jak ołów

salwy mgłę leśną rozdarły.

Stosy ciał strącone do dołów,

z na pół żywymi zmarli.

Nikt straconych nie uczcił,

tylko do katyńskich dołów

deszcz z płaczem się rzucił

pod niebem ciężkim jak ołów.

(Stefan Gołębiowski, "Salwy i doły")

Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej to polskie święto państwowe, obchodzone co roku 13 kwietnia, przyjęte uchwałą Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 14 listopada 2007r. w celu oddania hołdu ofiarom zbrodni katyńskiej. Dzień ten nie jest dniem wolnym od pracy.

Dzień Pamięci obchodzony jest w rocznicę opublikowania przez Niemców w 1943r. informacji o odkryciu w Rosji masowych grobów oficerów Wojska Polskiego.

Związek Radziecki przyznał się oficjalnie do popełnienia zbrodni dopiero po pięćdziesięciu latach od dokonania mordu, tj. 13 kwietnia 1990r., kiedy to Michaił Gorbaczow przekazał gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu listy przewozowe NKWD z obozów w Kozielsku i Ostaszkowie oraz spis jeńców obozu w Starobielsku. Od tego dnia Dzień Pamięci obchodzono przez kilkanaście lat jako Światowy Dzień Ofiar Katynia.

ZBRODNIA KATYŃSKA

Katyń jest dla Polaków symbolem zbrodniczej polityki systemu sowieckiego wobec narodu polskiego. W stosunkach polsko - sowieckich lat 1917-1991 Katyń jest momentem kulminacyjnym. "Zbrodnia katyńska" jest pojęciem umownym, odniesionym do jednego z miejsc eksterminacji polskiej elity przywódczej w latach II wojny światowej, najwcześniej odkrytego - lasu katyńskiego pod Smoleńskiem.

Zbrodnia katyńska to skrytobójczy mord dokonany przez Sowietów na blisko 22 tysiącach obywatelach państwa polskiego.

17 września 1939r. Państwo Polskie, które od dnia 1 września walczyło z hitlerowskim najeźdźcą, zostało zaatakowane przez drugiego agresora - Związek Sowiecki. Odwaga i poświęcenie żołnierzy Wojska Polskiego i Korpusu Ochrony Pogranicza oraz wszystkich obywateli polskich nie były w stanie powstrzymać Armii Czerwonej.

Począwszy już od dnia 17 września sowiecki agresor rozpoczął brutalne represje przeciwko ludności polskiej. Mroźne pustkowia Syberii i bezkresne stepy Azji Środkowej stały się więzieniem dla setek tysięcy naszych rodaków, zaś kazamaty NKWD zapełniły się polskimi patriotami, którym w większości nie dane było już powrócić do swych Rodzin i Ojczyzny.

Ofiarami byli głównie znaczący obywatele państwa polskiego: oficerowie Wojska Polskiego i policji, urzędnicy administracji państwowej oraz przedstawiciele intelektualnych i kulturalnych elit Polski. Zostali osadzeni w obozach. Agresor Sowiecki chcąc wprowadzić na ziemiach polskich swe rządy, próbował złamać i wciągnąć do współpracy wziętych do niewoli Polaków. Jednak obywatelska wierność Ojczyźnie oraz honor oficerski okazały się silniejsze od zła i przemocy stalinowskiego systemu.

W obozie

Obóz Starobielski był usytuowany w odległości 1 km od stacji kolejowej w byłym żeńskim klasztorze i w dwóch domach przy ul. Wołodarskiego (tam znajdowali się generałowie) oraz przy ul. Kirowa (tam znajdowali się pułkownicy i podpułkownicy).

Obóz zajmował teren o powierzchni ok. 40.000 m2, który w zasadzie otoczony był kamiennym murem oraz dodatkowo trzymetrowym pasem - z drutem kolczastym. Oprócz tego obóz był chroniony przez 10 zewnętrznych posterunków (228 pułk eskorty) zaś nocą wprowadzano dodatkowe patrole z psami tropiącymi. Na pomieszczenia mieszkalne przystosowano dwie cerkwie, znajdujące się na terenie obozu, 10 baraków kamiennych i 7 drewnianych wyposażonych w dwupiętrowe nary oddzielone od siebie ściankami.

W pomieszczeniu dla generałów znajdowały się łóżka, stoły, krzesła i szyfonierki, dla pułkowników i podpułkowników przygotowano dwupiętrowe łóżka. W sprawozdaniu komendanta A.G. Bierieżkowa zaznaczono, że cała przestrzeń użytkowa zajmowała 5.200 m2, tak że na jednego jeńca wojennego przypadało 1,35 m2 powierzchni oraz 3,7 m3 objętości budynku.

Do Starobielska przywieziono prawie wszystkich oficerów obrony Lwowa wbrew aktowi kapitulacji, w którym obiecana była dla nich wolność.

Protestując przeciw temu, generał brygady Franciszek Sikorski pisał do dowódcy frontu Ukraińskiego Timoszenki:

Mam zaszczyt zawiadomić Was, że generał Langner przed odjazdem do Moskwy przekazał mi krótkie streszczenie rozmowy z Wami.

Stąd wiem, że wy w pełni zrozumieliście istotę naszego postępowania, że Wy mając pisemną propozycję niemieckiego dowództwa odnośnie najbardziej korzystnych dla nas warunków kapitulacji, nie ustąpiliście pomimo ich ataków, ani wobec niebezpieczeństwa ostatecznego szturmu czterech dywizji, wspartego silnym bombardowaniem miasta. Było dla Was w pełni jasne, bo bez żadnych wątpliwości poszliście śmiało na rozmowy z przedstawicielami państwa, w którym, w przeciwieństwie do Niemiec, obowiązują zasady sprawiedliwości w odniesieniu do narodów i poszczególnych osób, chociaż nie mieliście jeszcze konkretnych propozycji Czerwonego Dowództwa.

Przekonaliście się, że my do końca wypełnialiśmy nasz żołnierski obowiązek walki z niemieckim agresorem, we właściwym czasie i w odpowiedni sposób wypełniamy rozkaz Polskiego Naczelnego Dowództwa, aby nie uważać armii Czerwonej za jedną z wojujących stron...

Znajduję się w Starobielsku, gdzie zostali skierowani oficerowie, którzy zgodnie z rozkazem polskiego Naczelnego Dowództwa, złożyli broń przed Armią Czerwoną nie tylko we Lwowie, ale i na pozostałych placówkach terytorium, nad którym rozciągnęła się wasza władza, także na terenie dowodzącego frontem ukraińskim...

Pobyt w Starobielsku i ograniczenia osobistej wolności w tym miejscu jest dla nas ogromnie ciężkim przeżyciem. W związku z powyższym i dlatego, że do tej pory nie zostaliśmy uwolnieni - choć w tej kwestii generał Langner pojechał specjalnie do Moskwy - proszę Was o podjęcie wszelkich możliwych środków w celu przyspieszenia naszego wyjścia na wolność. Na zakończenie pragnę Was zapewnić, że zwracam się bezpośrednio do Was dlatego, że umowa kapitulacyjna została zawarty przez Waszych pełnomocników. Sikorski.

23 października 1939r. Naczelnik Zarządu NKWD ds. Jeńców Wojennych kpt. Piotr Soprunienko przekazał to oświadczenie Timoszence, komendant armii przesłał do komitetu partii spraw wewnętrznych USRR I.A. Sierowowi, ostatecznie - powróciło do Soprunienki. Koło się zamknęło. Sikorski podzielił los więźniów Starobielska zgnębionych przez bolszewizm.

Jak wynika z materiałów Archiwum Podolskiego, byłego Centralnego Państwowego Archiwum Armii Czerwonej, 19 października z obozu w Starobielsku zwolniono 1.873 żołnierzy młodszej kadry dowódczej, do innych obozów skierowano 2.324, w obozie pozostało 4.824 ludzi. Niedokładność co do 969 ludzi można wyjaśnić tym, że widocznie przywożono jeńców także z innych obozów, ponieważ tutaj gromadzono korpus oficerski. Ostatnie większe przetasowanie nastąpiło w listopadzie, kiedy to Związek Radziecki, zgodnie z umową, wymieniał z Niemcami polskich jeńców wojennych. Niemcy otrzymali Polaków, mieszkańców tych województw, które zajęli, a ZSRR - "wzajemnie". Do 15 listopada przekazano Niemcom 37.1333 a przyjęto 13.544 ludzi.

W Starobielsku pozostało 3.920 ludzi. Według innych danych 15 listopada było ich 3.946, do 15 marca ich liczba zmniejszyła się do 3.835 ludzi. Skład znajdujących się tam więźniów był niezmienny do kwietnia 1940r. Głownie byli to oficerowie kadrowi oraz oficerowie rezerwy: 187 pułkowników i podpułkowników, 230 majorów, ponad tysiąc kapitanów 2.450 poruczników i podporuczników, 30 studentów a także 52 osoby cywilne. Wśród nich 20 profesorów wyższych uczelni, około 400 wojskowych i cywilnych chirurgów, powyżej 600 lotników, cały zespół Instytutu Obrony chemicznej i prawie cały Instytut Uzbrojenia Wojska Polskiego, 112 kapelanów, 8 generałów: F. Sikorski - dowódca obrony Lwowa, K. Plisowski - zastępca dowódcy Nowogródzkiej Brygady Kawalerii i dowódca obrony brześcia, P. Skuratowicz - dowódca obrony Dybna, L. Bilewicz, S. Haller, O. Kowalewski, K. Łukowski-Orlik, L. Skierski - mający 73 lata, a który od dawna był w stanie spoczynku, wielu nauczycieli, poetów, pisarzy, dziennikarzy, biznesmenów, działaczt społecznych i politycznych. W obozie znajdował się także prezes antyhitlerowskiej ligi w Polsce A. Enger i rabin Wojska Polskiego Baruch Steipberg. To wyliczanie można kontynuować, wymieniając bardzo głośne imiona uczonych, nie mających do wybuchu wojny najmniejszych powiązań z Armią a zmobilizowanych jako oficerowie rezerwy lub z powodu rozpoczęcia agresji przez Niemcy. Na przykład profesor botaniki Uniwersytetu Poznańskiego, oficer rezerwy, Edward Ralski. Był także znany pediatra Kazimierz Dadej, kierujący dziecięcą kliniką gruźliczą, przy znanym na całym świecie Uniwersytecie Jagiellońskim.

Podczas przetrzymywania oficerowie z obozu w Starobielsku odznaczali się wysokim stopniem zorganizowania i solidarności w porównaniu z więźniami innych obozów. Utworzyli oni kasę wzajemnej pomocy, z której potrzebujący otrzymywali po 100 zł z obowiązkiem zwrotu pieniędzy po powrocie z niewoli. Według niepełnych danych z pożyczek skorzystało ponad stu ludzi. Na czele tego przedsięwzięcia stało kierownictwo pod przewodnictwem majora Ludwika Domela.

W obozach, a zwłaszcza w Kozielsku i Starobielsku, atmosfera była spokojna, nawet optymistyczna. Nie było ucieczek, ani nie podejmowano prób ucieczki. Negatywnych nastrojów nie stwierdzono. Za najbardziej prawdopodobny wariant jeńcy uważali możliwość przekazania ich któremuś z państw neutralnych. W najgorszym przypadku, uważali Polacy, zostaną wydani Niemcom.

Dosyć szybko do Starobielska zostali skierowani wysocy funkcjonariusze NKWD: Trofimow, Jefimow i Jegorow. Podstawowym zadaniem urzędników NKWD w obozie była filtracja jeńców w celu dalszego tzw. "operacyjno - czekistowskiego obsługiwania". Dla każdego zostało założone dossier. Więźniów przesłuchiwano, niekiedy wielokrotnie, przy czym śledczy zdumiewali swoich rozmówców posiadanymi informacjami. Nie było wiadomo, kto i kiedy zostanie wezwany na "pogawędkę", nazywaną wśród żołnierzy przesłuchaniem. "Pogawędka" odbywała się sam na sam ze śledczym, często nocami, trwała przeważnie kilka godzin. Każdy wezwany oficer zobowiązany był opowiedzieć szczegółowo o swojej sytuacji życiowej, o rodzinie, przyjaciołach, o swoich poglądach na wydarzenia polityczne. Śledczy dawał do zrozumienia, że informacje o nich są pozyskiwane z rozmaitych źródeł. Wszystkich sfotografowano niektórych dwukrotnie.

W Ostaszkowie skąpo odżywiani, kwaterowani w wyziębionych, nie opalanych pomieszczeniach klasztornych, polscy jeńcy z dnia na dzień opadali z sił. Śmiertelność była znacznie wyższa niż w obozach oficerskich, wielu z więzionych tutaj zapadało na gruźlicę. Na brzegu jeziora, w pobliżu miejscowości Swietlica, znajduje się zdewastowany cmentarzyk wiejski, na którym dziś można z trudem odnaleźć mogiły polskich policjantów. Na początku 1940r. w obozie ostaszkowskim więziono około 6300 jeńców.

13 stycznia pułkownik głównego resortu sądownictwa Polskiej Armii Z. Susski, z polecenia pułkowników przetrzymywanych w Starobielsku, przekazał oświadczenie, w którym prosił o powiadomienie, w jakim charakterze są przetrzymywani.

Jego argumenty sprowadzały się do tego, że: nie należy uważać ich za jeńców wojennych, ponieważ Polska i ZSRR nie znajdują się w stanie wojny ze sobą, za internowanych także nie, ponieważ zatrzymano ich na terytorium Polski przedtem, zanim te tereny zostały włączone do ZSRR. Jeśli aresztowano ich jako przestępców, prosił o przedstawienie oskarżenia i danie możliwości kontaktu z pełnomocnymi przedstawicielami władz, którzy wzięliby na siebie obronę interesów polskich obywateli, znajdujących się w ZSRR. Domagano się pozwolenia na korespondencję z rodzinami i bliskimi, opublikowania spisu przetrzymywanych w obozach, oswobodzenia oficerów w stanie spoczynku i oficerów rezerwy, którzy nie zostali powołani do armii itd.

Przeciwko przetrzymywaniu protestowało także 130 lekarzy i farmaceutów, powołując się na prawo międzynarodowe, według którego, lekarzy wypełniający swoją humanitarną misję, nie podlegają niewoli wojennej. Ponieważ powoływali się na Konferencję Genewską, Bierieżkow poprosił moskiewskie władze, aby przysłały mu ten akt celem zapoznania się i kierowania się nim.

Soprunienko odpowiedział: Genewska Konferencja lekarzy nie jawi się jako dokument, którym powinniśmy się kierować w praktycznej robocie. W pracy kierujcie się dyrektywami kierownictwa NKWD do spraw jeńców wojennych. Co zaś dotyczyło oświadczenia lekarzy i farmaceutów, reakcja była standardowa - ich sprawa będzie rozpatrywana przy całościowym uregulowaniu problemu polskich jeńców wojennych. Jeden ze zrozpaczonych lekarzy, z powodu braku możliwości powrotu do domu, przeciął sobie gardło, ale wielu się uratowało. I jakiekolwiek nie byłyby losy, to w liczbie 3 procent oficerów, którzy ocaleli z tej stalinowskiej maszyny do mielenia mięsa, było dosyć dużo lekarzy wojskowych.

W piśmie z 30 grudnia 1939r. Beria wzywał, aby w styczniu 1940r. śledztwo w sprawach wszystkich polskich jeńców wojennych zostało zakończone. Na podstawie istniejących dokumentów można stwierdzić, że śledztwa wszystkich polskich jeńców wojennych zakończyły się do początku marca 1940r. O pracy komisji w obozach, w których przetrzymywano polskich oficerów, opowiada w swojej książce Las Katyński R. Świątek, opierając się na wspomnieniach oficerów przetrzymywanych w Kozielsku i Starobielsku. Na początku 1940r. te trzy obozy odwiedziły komisje do spraw kontroli jeńców wojennych przetrzymywanych w niewoli. W trakcie prac tych komisji wykonano szczepienia przeciw tyfusowi i cholerze, wyjaśniono i zapisano następujące dane o każdym człowieku: data i miejsce urodzenia, adres ostatniego miejsca zamieszkania, rodzaj pracy wykonywanej przed wojną i gdzie zamierza osiedlić się po uwolnieniu z obozu.

Po zakończeniu przesłuchań w obozach - zwłaszcza w Starobielsku i Kozielsku - była atmosfera nadziei i optymizmu, rozchodziły się pogłoski o szybkim uwolnieniu. Funkcjonariusze władz obozowych nie ukrywali, że decyzję już podjęto - ale nie wiedzieli jaką. Dobry nastrój utwierdzały ankiety, które rozdawano do wypełnienia w obozie Starobielskim i Kozielskim. Znajdowały się w nich pytania, gdzie chciałby pojechać oficer po uwolnieniu z obozu.

W dokumentach znajdują się informacje o wysłaniu internowanych, znajdujących się w Donbasie i w rejonie Krzywego Rogu, w północne rejony ZSRR oraz na zachód, nad granice, w celu wykorzystania ich przy budowie dróg oraz obiektów wojskowych. Tam kierowano przede wszystkim tych, którzy w swoich prośbach o uwolnienie z obozu informowali o wierności socjalizmowi i pragnęli służyć nowej ojczyźnie, "ażeby czynem potwierdzili swoje słowa". Tam wywożono także personel medyczny, aby wykorzystać ich zgodnie z kwalifikacjami.

Opublikowane w książce polskiego historyka Cz. Madajczyka niemieckie dokumenty potwierdzają, że na początku 1940r. pomiędzy ZSRR a Niemcami trwały rozmowy na temat dalszej wymiany jeńców wojennych. Istnieją w polskiej literaturze sprzeczne twierdzenia w tym względzie, ale żadne nie jest poparte dokumentami. Według twierdzenia jednych Związek Radziecki nie chciał przyjąć około 50 tysięcy mieszkańców Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi, inni twierdzą, że to właśnie Niemcy nie wyrazili chęci przyjęcia polskich oficerów i to właśnie wpłynęło na dalszy ich los. Jak można sądzić, w marcu na "szczytach" ZSRR rozstrzygała się kwestia dalszego istnienia obozów.

Poprzez działalność grup operacyjnych utwierdzano przekonanie, że oficerowie, policjanci i wszyscy więźniowie tych obozów "...w większości aktywni kontrrewolucjoniści, od początku ponoszą winę za odrodzenie się Polski". Stalin nie zapomniał nigdy o przegranej wojnie z Polską w 1920r. i z osobistą nienawiścią odnosił się do kadrowych oficerów Wojska Polskiego. Z całą pewnością obawiał się, że mogliby powstać do walki o wyzwolenie i odrodzenie swojego kraju.

Decyzja o żołnierzach z kozielska Starobielska i Ostaszkowa, jak twierdzą rosyjscy historycy, została podjęta na posiedzeniu Politbiura KP na przełomie lutego i marca 1940r. 5 marca 1940r. Józef Stalin wraz z najwyższymi urzędnikami Związku Sowieckiego podpisali rozkaz zamordowania polskich jeńców. Strzałem w tył głowy zgładzono około 15 tysięcy jeńców przetrzymywanych wcześniej w obozach specjalnych NKWD w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku oraz 7 tysięcy osób osadzonych w więzieniach zachodnich obwodów republik Ukraińskiej i Białoruskiej, tj. terenach wschodnich Polski, włączonych w 1939r. do Związku Sowieckiego.

Jeńcy z trzech obozów specjalnych NKWD transportowani byli pociągami do miejsc egzekucji. Akcja rozstrzeliwania rozpoczęła się w kwietniu 1940r. i trwała do połowy maja. Zginęli zakopani bezimiennie w masowych dołach cmentarnych - co najmniej w pięciu miejscach na terenie Związku Sowieckiego.

Według danych z 1940r. wywieziono z trzech obozów oficerskich łącznie 14.587 osób. Byli to: Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie, Niemcy oraz przedstawiciele innych narodów.

Jeńców z obozu w Kozielsku transportowano do Lasu Katyńskiego, gdzie rozstrzeliwano ich nad otwartymi grobami. Pierwszy transport wyruszył 3 kwietnia, a drugi 6 kwietnia 1940r. Wysłano 4.404 osób, a pozostawiono 205. Komisarz obozu w Kozielsku poinformował, że internowani wiedzieli, iż wywożą ich do Smoleńska. (Świadczą o tym napisy wykonane przez Polaków na ścianach wagonów). O wysłaniu do Smoleńska powiedział więźniom jeden z sowieckich oficerów odprowadzających eszelon - politruk Fiedorow, za co później został ukarany.

Jeńców z obozu w Ostaszkowie zamordowano w urzędzie NKWD w Twerze, a stamtąd ich zwłoki wywożono do lasu w Miednoje. Z Ostaszkowa pierwszy transport wyruszył 4 kwietnia 1940r. Wysłano 6.787 osób, pozostało 112 jeńców. Skazanych na śmierć jeńców pędzono partiami dzień po dniu z obozu do przystanku kolejowego Soroga, skąd przez Lichosławl transportowano ich pod zbrojną eskortą wagonami więziennymi do Kalinina. Tam byli przewożeni autobusami więziennymi ze stacji kolejowej do Zarządu Obwodowego NKWD mieszczącego się przy ul. Sowietskiej, gdzie krótko przebywali w celach, znajdujących się w podziemiach tego budynku.

Dokładnych informacji o przebiegu egzekucji udzielił podczas przesłuchania były szef Zarządu Obwodowego NKWD w Kalininie, Dmitrij S. Tokariew.

Do wykonania wyroku angażowano około 30 ludzi, całą grupę dowódców, nadzorców, kierowców. Technologia została opracowana przez Błochinowa, Sinieguba i Krywienkę. Przywieźli ze sobą całą walizkę "walterów". Polaków rozstrzeliwano niemieckimi nabojami firmy Geshow, zakupionymi od nazistowskich Niemiec. (Dokładnie takie naboje podczas Procesu Norymberskiego dały władzom sowieckim podstawę do obwinienia Niemców za rozstrzelanie Polaków - Nasze TT nie wytrzymywały obciążenia - zużywały się od ciągłego strzelania.) Błochin dawał pistolet wykonawcy wyroku, potem osobiście zabierał go i przechowywał.

Pierwszego dnia rozstrzeliwań przyszedł do gabinetu Tokariewa i powiedział: "No, chodźmy!" Poszliśmy do piwnicy i wtedy zobaczyłem całą tę grozę. Błochin ubrał się w specjalne umundurowanie - brunatną skórzaną kepi (czapka wojskowa, w kształcie ściętego stożka, z daszkiem), brunatny skórzany fartuch i rękawice sięgające powyżej łokci - także koloru brunatnego. Ujrzałem kata.

W jednym z pomieszczeń piwnicznych sprawdzano personalia skazanego, następnie skuwano go, kneblowano i przeprowadzano do celi śmierci, o drzwiach zaopatrzonych w wykładzinę wojłokową. Dodatkowo przez całą noc pracowały głośno jakieś maszyny, zagłuszając odgłosy strzałów. Po zaciągnięciu do celi śmierci ofiara była mordowana natychmiast strzałem w tył głowy. Zwłoki wynoszono na zewnątrz przez przeciwległe drzwi i układano na jednym z oczekujących 5-6 samochodów ciężarowych, po czym nakazywano wprowadzić następnego skazańca. I tak to trwało noc po nocy, wyjąwszy święto 1 maja. Po załadunku ciała przykrywano brezentem. Błochin rozkazał kierowcom, aby po "zakończeniu roboty" palili brezenty. Krew z nadwozi samochodów była zmywana codziennie. O świcie samochody wyruszały szosą Moskwa - Petersburg (Leningrad) do odległej o 32 km miejscowości Miednoje nad rzeką Twiercą. Tam na terenie rekreacyjnym kalinińskiego NKWD, na skraju lasu znajdował się przygotowany już przez mechaniczną koparkę sprowadzoną z Moskwy, dół o głębokości 4-6 m, mogący pomieścić 250 zwłok. Trupy rzucano bezładnie z samochodów, po czym koparka przystępowała do ich zakopywania, szykując od razu dół na dzień następny. Dołów takich znajduje się w Miednoje 23.

Według Tokariewa rozstrzeliwanie rozpoczynano wieczorem, a kończono o świcie. Za pierwszym razem rozstrzelali 390 ludzi. "Robotę" skończyli o wschodzie słońca. Martwili się, że nie nadążają. Wtedy Błochin zarządził, aby nie przywozili więcej niż 250 ludzi.

Po zakończeniu każdego rozstrzeliwania Błochin dawał wykonawcom egzekucji napoje alkoholowe, które kupował całymi skrzynkami. Gdy zakończyli tę brudną robotę, urządzali w swoim salonie bankiet.

Wywożenie jeńców z Ostaszkowa na śmierć zakończono w dniu 19 maja 1940r. Uniknęło rzezi jedynie 112 ludzi przetransportowanych do obozu juchnowskiego.

Ze Starobielska do obozu Pawliszczew Bor były wysłane tylko dwa transporty. Pierwszy, wysłany 25 kwietnia, liczył 630 oficerów i wraz z nim - drugi, specjalny - oddzielnie do Charkowa. Ocalało też 16 oficerów z ostatniego transportu, który wyjechał 12 maja. W obozie pozostało tylko 10 chorych jeńców.

Więźniów ze Starobielska mordowano w piwnicach NKWD w Charkowie. Pierwszy transport ze Starobielska wyruszył 5 kwietnia 1940r. Wysłano 3.896 osób, pozostawiono 78. Jeńców pod silnym konwojem dostarczano transportem samochodowym do Woroszyłowgradu albo do stacji Wałujki. Tam umieszczano ich w wagonach, proponując, aby rozstawali się ze swoimi kolegami, synami - bo i tak wkrótce się spotkają. Te wagony (stołypinki) przyłączali do pociągu, który jechał do Charkowa. Oficerów przywozili na dworzec południowy w Charkowie i autobusami "czarnymi krukami" odwozili na ulicę Dzierżyńskiego.

Wysyłanie przebiega w sposób zorganizowany, spokojnie. Wysyłani, wychodząc z obozu, wyrzucają pudełka po zapałkach z napisami, że na podstawie rewizji nie można wywnioskować, dokąd ich kierują.

Pozostali jeńcy, przetrzymywani w więzieniach i tam mordowani, grzebani byli w nieustalonych dotąd miejscach; znane są dwa w białoruskiej i ukraińskiej republice ZSRR (Kuropaty pod Mińskiem i Bykownia pod Kijowem).

Po zakończeniu akcji w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku zaczęto przewozić jeńców do obozów na Syberii oraz poza koło polarne.

15 czerwca 1940r. Soprunienko zarządza zniszczenie korespondencji i zdjęć pozostałych po jeńcach wojennych. Obozy należy rozwijać dla nowych kontyngentów jeńców wojennych, a kapitan dyktuje podwładnym: przybywający nie powinni wiedzieć, kto był przetrzymywany w obozie przed ich przybyciem.

23 czerwca 1940r. kontroler polityczny obozu w Starobielsku - Kłok, naczelnik Oddziału Ewidencyjno-Rozdzielczego - Sysojew i sekretarz Zarządu obozu - Kuriaczij "przeprowadzili zniszczenie korespondencji wchodzącej, adresowanej do jeńców ubyłych z obozu", odnośnie czego sporządzili też odpowiedni dokument. W dokumencie jest powołanie się na rozkaz kierownictwa do spraw jeńców wojennych nr 25/5699. Kłok, Sysojew i Kuriaczij spalili 4.313 przesyłek pocztowych - listów, kart pocztowych, telegramów.

26 października 1940r. ukazał się tajny rozkaz, podpisany przez Berię, o nagrodzeniu pracowników NKWD wraz z miesięczną płacą za pomyślne wykonanie specjalnego zadania. Na liście znajdowało się 143 nazwiska: oficerowie NKWD, nadzorcy, wartownicy i kierowcy. Nagroda była zasłużona. Nie dawaliśmy sobie rady z pracą. Spaliśmy tylko po trzy godziny - informuje w swoich zeznaniach Mirofan Syromiatnikow, starszy oddziałowy charkowskiego więzienia NKWD. Jemu można wierzyć, kopał mogiłę, załadowywał trupy na samochód, owijał głowy zabitych płaszczami wojskowymi, aby krew nie wyciekała.

Wysokie odznaczenia otrzymali również trzej inni "bohaterowie", komendanci wojewódzkich oddziałów NKWD. Kuprianow E.I., kapitan NKWD (województwo smoleńskie) - order "Znak Uszanowania"; Safonow N.S., major NKWD (województwo charkowskie) - order "Czerwonej Gwiazdy"; Tokariew D.S., kapitan NKWD (województwo kalininskie) - order "Znak Uszanowania".

Tajemnica...

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej i nawiązaniu oficjalnych stosunków przez Rząd Polski na Uchodźstwie i Rząd Związku Sowieckiego latem 1941r. władze ZSRR nie przekazały Polakom - mimo ich starań - jakichkolwiek informacji w sprawie "zaginionych". ZSRR zerwał sojusz w kwietniu 1943r., kiedy stacjonująca w rejonie Smoleńska armia niemiecka odkryła cmentarzysko w lesie katyńskim i zaatakowała propagandowo ZSRR.

W lesie katyńskim

(niem. Im Wald von Katyn, film dokumentalny z 1943r.)

Władze sowieckie odpowiedziały taktyką zrzucenia winy na Niemców, którzy rzekomo mieli wymordować Polaków po wejściu na te tereny w 1941r., m.in. 26 kwietnia 1944r. specjalna komisja stwierdziła, że przy szosie witebskiej, w pobliżu lasu katyńskiego, w odległości 15 km od Smoleńska, w miejscowości o nazwie Kozie Góry, w odległości 200m od szosy, na południowy zachód w kierunku Dniepru, znajdują się mogiły, w których zostali pogrzebani polscy jeńcy wojenni, rozstrzelani przez niemieckich okupantów... W mogiłach odkryto wielką liczbę szczątków w polskich mundurach wojskowych. Całościowa liczba zwłok, po uprzednim podliczeniu przez ekspertów medycyny sądowej, dosięga 11 tysięcy.

Stalin, korzystając z pretekstu "oszczerstw wobec ZSRR", zerwał stosunki z Rządem Polskim na Uchodźstwie (w Londynie). Brytyjczycy i Amerykanie zachowując bierność poparli właściwie działania Moskwy. Stalin uzyskał w ten sposób wolną rękę w tworzeniu struktur komunistycznej agentury w celu objęcia władzy w Polsce.

Sprawa "katyńska" była przez cały okres ZSRR jedną z najściślej strzeżonych tajemnic Kremla.

Po zakończeniu II wojny światowej podczas procesów norymberskich Związkowi Sowieckiemu nie udało się obarczyć winą za ten mord Niemców, choć sfabrykowano dowody mające służyć oskarżeniu Niemców o tę zbrodnię. Zarazem jednak udało mu się uniknąć poddania osądowi win ZSRR. Władze sowieckie na stałe przyjęły wbrew faktom wykładnię "kłamstwa katyńskiego": Sowieci nie mają nic wspólnego z mordem na polskich oficerach - za wszystko odpowiedzialny jest niemiecki faszyzm...

Zbrodnia katyńska nie była zdarzeniem wyizolowanym. Była następstwem różnic ustrojowych, sowieckiego dążenia do stworzenia państwa światowego proletariatu i narastającej wrogości między Rosją sowiecką a przedwojenną Polską. Gdy po finale wojny polsko-bolszewickiej w 1920r., zwycięskim dla Polski, Sowieci musieli na wiele lat pożegnać się z eksportem rewolucji na Zachód, a sam Stalin krytykowany był za swe znaczące błędy na froncie polskim - władze sowieckie uznały zachodniego sąsiada za sztandarowego wroga. W trakcie Wielkiego Terroru w ZSRR w latach 1937-1938, który miał na celu spacyfikowanie tlącego się w całej Rosji antybolszewickiego buntu, Sowieci tępili z wyjątkową zaciekłością polskie środowiska na swym terenie. Zabito wówczas strzałem w tył głowy ponad 70 tysięcy Polaków (obywateli sowieckich). Co dziesiąta ofiara Wielkiego Terroru związana była z Polską. Dopracowano wówczas w ZSRR mechanizm masowych eksterminacji.

Gdy we wrześniu 1939r. Stalin, po zawiązaniu sojuszu z Hitlerem, zaatakował broniącą się przed Niemcami Polskę, jednym z jego celów było trwałe zniszczenie polskiej państwowości. Od pierwszych chwil tej agresji, Sowieci konsekwentnie izolowali (lub zabijali na miejscu) tych, których uznawali za reprezentantów grupy przywódczej niszczonego państwa, szczególnie kadrę oficerską. Można przypuszczać, iż władze sowieckie z góry planowały ich systemową eliminację - podobnie jak zaplanowali to naziści w "swojej" części okupowanej Polski. Wobec tych aresztowanych Sowieci nie stosowali reguł prawa międzynarodowego, także dlatego z taką konsekwencją trwali później przy sformułowanym przez siebie kłamstwie.

Po zerwaniu stosunków z Polską w 1943r., a następnie opanowaniu jej terenów w latach 1944-1945 Związek Radziecki aż do lat 80-tych XXw. kontrolował podporządkowany sobie kraj, zarządzany przez marionetkowe ekipy podległe komunistycznemu imperium. W tym okresie żądanie prawdy o "Katyniu" traktowane było jako akt wrogi nie tylko wobec ZSRR, ale i PRL. Polska powojenna została bowiem wprzęgnięta w tryby "kłamstwa katyńskiego". Po zmianach systemowych w całym bloku sowieckim (1989-1991) żądanie wyjaśnienia prawdy o "Katyniu" pojawiło się także po rosyjskiej stronie. Wielu Rosjan pomagało w dochodzeniu do prawdy o tej zbrodni. W latach 1990-1992 ujawniono główne dokumenty "katyńskie", w tym decyzję BP KC WKP(b) z 5 marca 1940r., podpisaną między innymi przez Stalina. W sierpniu 1993r. grupa rosyjskich historyków opracowała w Moskwie wyczerpującą ekspertyzę, uczciwie przedstawiającą przebieg zbrodni i późniejszego kłamstwa o niej.

Do sądzenia winnych za tę zbrodnię nigdy nie doszło. Chociaż znani są ci, którzy decyzję o niej podjęli, a także ponad stu wykonawców (ujawniona została lista nagrodzonych za akcję "rozładowania obozów"). Jednak śledztwo po stronie rosyjskiej zostało przerwane, a władze Rosji odmawiają komentarzy na ten temat. Nikt w tej sprawie nie został i już nie zostanie ukarany.

Po zbrodni istnieje materialny ślad - zbudowane przez Polaków cmentarze w Katyniu, Miednoje, Charkowie i Bykowni, gdzie każdy z polskich jeńców jest imiennie upamiętniony. To wyjątek na cmentarzyskach pozostałych po zbrodniach władzy sowieckiej.

Warto zajrzeć

CMENTARZE KATYŃSKIE

Mogiłami znaczona jest historia Polski. Takiej mogiły... jeszcze nie było...

Charków

Katyń

Twer (dawniej Kalinin)

Miednoje

Bykownia

Uroczysko Kuropaty

ORGANIZACJE KATYŃSKIE

Instytut Katyński

Instytut Katyński - polska organizacja pozarządowa, stawiająca sobie za cel upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej - powołany został w 1978r. w Krakowie, z inicjatywy obywatelskiej jako Instytut Dokumentacji Zbrodni Katyńskiej przez Andrzeja Kostrzewskiego, Adama Macedońskiego i Stanisława Tora. Latem 1978r. dołączyli do nich: Leszek Martini i Kazimierz Godłowski. Zanim ujawniono istnienie Instytutu, jego założyciele przygotowali 15 numerów pisma Biuletyn Katyński. Przetłumaczono z angielskiego, niemieckiego i rosyjskiego oraz przygotowano do druku szereg dokumentów, w tym:

Druk i kolportaż Biuletynu Katyńskiego rozpoczęto w kwietniu 1979r., po ujawnieniu się Instytutu. Początkowo, dla zmylenia Służby Bezpieczeństwa, jako miejsce wydania pisma podawano: Warszawa - Kraków - Wrocław - Lublin. Pierwsze numery pisma ukazywały się w maszynopisie w nakładzie kilkudziesięciu egzemplarzy. Pierwszym wydanym drukiem w wielotysięcznym nakładzie był dopiero numer 23 ze stycznia 1981r. Do 13 grudnia 1981r. wydano 32 numery Biuletynu Katyńskiego plus numery specjalne, nienumerowane.

Jedyną osobą, która ujawniła swoje nazwisko w chwili ujawnienia się Instytutu, był Adam Macedoński, organizujący także prelekcje na temat zbrodni katyńskiej w różnych miastach Polski. W związku z działalnością opozycyjną Macedoński podlegał represjom ze strony Służby Bezpieczeństwa: rewizje w mieszkaniu, zatrzymania na 48 godzin, bezprawne groźby i zastraszanie.

Instytut kontynuował swoją działalność - głównie poprzez wydawanie nowych numerów pisma oraz reedycję starych - w latach 80-tych oraz na początku lat 90-tych XXw. 7 maja 1991r. działalność Instytutu została oficjalnie zarejestrowana. Od nr 33 w 1991r. Biuletyn Katyński ukazuje się legalnie. Ostatni znany: numer 45 z 2000r.

Oprócz Biuletynu Katyńskiego i samodzielnych pozycji książkowych Instytut wydawał także okolicznościowe ulotki.

Komitet Katyński

Komitet Katyński zawiązano 13 września 1979r. podczas zebrania na plebanii kościoła św. Wacława na warszawskim Gocławku z inicjatywy b. kapelana AK ks. Wacława Karłowicza (1907-2007), braci Stefana, Andrzeja, Arkadiusza i Sławomira Melaków, Jana Wasia i ks. Antoniego Czajkowskiego. Deklarację założycielską podpisało 19 osób, pełnego poparcia Komitetowi udzielił bp Władysław Miziołek.

Komitet stawiał sobie za cel upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej oraz pielęgnowanie pamięci o Polakach pomordowanych na Wschodzie. Nosił wówczas nazwę Konspiracyjny Komitet Katyński. Przewodniczącym został Stefan Melak.

W okresie legalnej "Solidarności", w latach 1980-1981, członkowie Komitetu Katyńskiego intensywnie działali na rzecz przywrócenia pamięci o Katyniu. Stefan Melak na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ "Solidarność" zorganizował spotkanie ze 150 dziennikarzami i propagował prawdę o Katyniu wśród delegatów.

Podjęto również inicjatywę budowy pomnika Ofiar Katyńskich na wojskowych Powązkach w Warszawie, w tzw. Dolince Katyńskiej. W tym miejscu już od 1974r. odbywały się co roku uroczystości religijno - patriotyczne, organizowane przez Krąg Pamięci Narodowej, z udziałem m.in. ks. Wacława Karłowicza i Stefana Melaka.

31 lipca 1981r. w Dolince Katyńskiej stanął potężny granitowy pomnik, wykonany w tajemnicy w garażu Arkadiusza Melaka. Był to pierwszy w Polsce pomnik ofiar zbrodni katyńskiej. Przed ogłoszeniem aktu erekcyjnego (podpisały go 22 osoby) SB ostrzegła Stefana Melaka o nielegalności tych działań. Już następnej nocy pomnik został skradziony przez "nieznanych sprawców".

W reakcji na kradzież pomnika zawiązał się kilkudziesięcioosobowy, jawny Obywatelski Komitet Budowy Pomnika Ofiar Zbrodni Katyńskiej, stawiający sobie za cel wzniesienie nowego pomnika w miejsce ukradzionego. OKBPOZK, do którego należały m.in. osoby działające w Komitecie Katyńskim, zyskał siedzibę w gmachu Regionu Mazowsze NSZZ "Solidarność", w pokoju Seweryna Jaworskiego. 6 grudnia 1981r. w Dolince Katyńskiej wmurowano kamień węgielny i akt erekcyjny pomnika katyńskiego, ale jego budowę uniemożliwiło wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981r.

Po wprowadzeniu stanu wojennego internowano wiele osób działających na rzecz prawdy o Katyniu, m.in. braci Melaków. Stefan Krzemiński, który transportował pomnik do Dolinki Katyńskiej, zginął wiele lat później w Rosji pod kołami tira. Skradziony pomnik, który w 1989r. podrzucono na cmentarz powązkowski (dawny wojskowy), stanął na pierwotnym miejscu dopiero 8 września 1995r.

W latach 80. XX w. osoby związane Komitetem Katyńskim publikowały w drugim obiegu opracowania dotyczące Katynia, organizowały w konspiracji wykłady o Katyniu, rozlepiały plakaty informujące o zamawianych w kościołach rzymskokatolickich mszach za ofiary zbrodni katyńskiej, brały udział w demonstracjach.

W 1989r. zarejestrowano oficjalnie Komitet Pamięci Katynia, na przewodniczącego wybrano Stefana Melaka, który stał na czele organizacji aż do tragicznej śmierci w katastrofie samolotu, lecącego 10 kwietnia 2010r. na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Po jego śmierci prezesurę Komitetu objął Andrzej Melak.

Obecnie organizacja nosi nazwę Stowarzyszenie Komitet Pamięci Katynia - Komitet Katyński. Członkowie nadal prowadzą akcje, przypominające społeczeństwu o zbrodni katyńskiej i odpowiedzialności Rosji za tę zbrodnię. Podejmują liczne inicjatywy, m.in. kolejne upamiętnienia ofiar poprzez tablice pamiątkowe, krzyże w miejscach straceń, domagają się ujawnienia pełnej prawdy o Katyniu, uznania zgładzenia polskich oficerów za zbrodnię ludobójstwa, przekazania Polsce dokumentów z archiwów rosyjskich, pośmiertnego awansowania zamordowanych oficerów.

Stowarzyszenie "Rodzina Katyńska"

Działalność warszawskiej "Rodziny Katyńskiej" zainicjowali pod koniec 1988r. Jolanta Klimowicz-Osmańczyk, Edmund Osmańczyk, Andrzej Wajda, Bożena Mamontowicz-Łojek, Jan Plater Gajewski i ks. Stefan Niedzielak, dzięki któremu organizatorzy otrzymali miejsce do spotkań w kościele św. Karola Boromeusza w Warszawie.

Początkowo twórcy świadomie nie zarejestrowali działalności w formie prawnej. 19 grudnia 1991r. Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował Stowarzyszenie "Rodzina Katyńska" w Warszawie. Jako główne cele statutowe działalności stowarzyszenia wskazano: Dążenie do ujawnienia faktów i utrwalenie prawdy o losach polskich jeńców wojennych przetrzymywanych w obozach sowieckich, zamordowanych w Katyniu, Charkowie oraz Twerze i w innych miejscach na terenie ZSRR oraz Staranie o pobudowanie cmentarzy wojennych jeńców polskich zamordowanych w Katyniu, Charkowie oraz Twerze.

Niezależny Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej

W październiku 1989r. powołano w Polsce Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej. W lutym 1990r. Komitet zmienił nazwę na Niezależny Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej i nawiązał ścisłą współpracę z Polską Fundacją Katyńską.

Komitet skupia historyków, działaczy społecznych i publicystów, zajmujących się zbrodnią katyńską. Jego celem jest prowadzenie badań historycznych o zagładzie oficerów polskich, zamordowanych wiosną 1940r. przez sowieckie NKWD.

Od 1990r. wraz z Polską Fundacją Katyńską publikuje Zeszyty Katyńskie - serię wydawniczą, zawierającą opracowania naukowe i dokumenty źródłowe dotyczące zbrodni katyńskiej. Zeszyty Katyńskie obejmują szeroki zakres tematyki związanej z Katyniem (historia, prawo, archeologia, etyka i inne). Autorami są specjaliści, zajmujący się badaniem różnych aspektów mordu na polskich oficerach, dokonanego przez NKWD w 1940r. Wydanie każdego kolejnego tomu poprzedza organizowane corocznie międzynarodowe i krajowe Sesje Katyńskie na Zamku Królewskim w Warszawie.

W Zeszytach Katyńskich opublikowano m.in. w 1997r. pierwsze polskie wydanie książki autorstwa Józefa Mackiewicza Katyń. Zbrodnia bez sądu i kary (pierwsze wydanie ukazało się w 1949r. w Szwajcarii, w języku niemieckim), książkę francuskiego pisarza Henriego de Montforta Masakra w Katyniu oraz dwie książki polskiego pisarza Stanisława Marii Jankowskiego, poświęcone tematyce katyńskiej. Wśród autorów publikujących w Zeszytach Katyńskich było wielu znanych autorów polskich i rosyjskich.

W 2010r. Niezależny Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej otrzymał nagrodę Kustosza Pamięci Narodowej.

Polska Fundacja Katyńska

Polska Fundacja Katyńska zarejestrowana została notarialnie 6 czerwca 1990r., w Sądzie Rejonowym 4 września 1992r., a wpisana do rejestru stowarzyszeń 10 września 2003r.

Członkami założycielami, a także fundatorami Polskiej Fundacji Katyńskiej byli dr Bożena Łojek, prof. Mieczysław Nieduszyński, ks. Zdzisław Peszkowski (osadzony w obozie w Kozielsku, z którego odzyskał wolność), dr Marek Tarczyński, prof. Jacek Trznadel, inż. Jędrzej Tucholski, red. Wojciech Ziembiński i mec. Jan Olszewski, który opracował również Statut Fundacji. W 1991 i 1992r. do Fundacji przyjęci zostali dr Jerzy Jackl, prokurator Stefan Śnieżko i Adam Macedoński. Fundacja nawiązała ścisłą współpracę z Niezależnym Komitetem Historycznym Badania Zbrodni Katyńskiej, publikuje wraz z nim Zeszyty Katyńskie.

W 2008r. Fundacja ustanowiła nadawany przez siebie Medal Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej - wyróżnienie nadawane osobom, które wybitnie przyczyniły się do wyjaśnienia prawdy o zbrodni katyńskiej i upamiętnienia jej ofiar. Inspiracją do stworzenia medalu była decyzja Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, który w 2007r. podjął uchwałę o ustanowieniu Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Autorką projektu medalu była Katarzyna Piskorska. Medale Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej są wręczane podczas uroczystych Sesji Katyńskich na Zamku Królewskim w Warszawie, organizowanych przez Polską Fundację Katyńską i Niezależny Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej. Pierwsza taka ceremonia odbyła się 8 kwietnia 2008r.

Medale Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej otrzymały:

Z powodu krytycznych wypowiedzi niektórych członków Polskiej Fundacji Katyńskiej o filmie Katyń w reżyserii Andrzeja Wajdy jako o źródle historycznym oraz krytycznego stosunku do niektórych działań Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Medalu Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej przyznanego w 2008r. nie przyjęli Andrzej Wajda, Andrzej Sariusz-Skąpski, Ewa Gruner-Żarnoch i Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (zniesiona w 2016r. polska organizacja państwowa, zajmująca się kultywowaniem pamięci walki i męczeństwa narodu polskiego, a także innymi miejscami martyrologii na ziemiach polskich).

Federacja Rodzin Katyńskich

Federacja Rodzin Katyńskich powołana została formalnie 3 grudnia 1992r. z inicjatywy dr Bożeny Łojek. Federacja skupia działaczy Rodzin Katyńskich z terenu całego kraju, stawiając sobie za cel upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej i pielęgnowanie pamięci o polskich ofiarach komunizmu w ZSRR.

Z inicjatywy Federacji powstały m.in. cmentarze wojenne w miejscach egzekucji polskich oficerów w Charkowie, Katyniu i Miednoje.

W marcu 2010r. Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski uhonorował Federację Rodzin Katyńskich odznaką "Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka".

Fundacja "Golgota Wschodu"

Założycielem w kwietniu 1999r. i wieloletnim prezesem Fundacji "Golgota Wschodu" do swojej śmierci w 2007r. był ks. Zdzisław Peszkowski - polski prezbiter katolicki, doktor filozofii, kapelan Jana Pawła II, podchorąży kawalerii Wojska Polskiego II RP, rotmistrz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, kapelan Federacji Rodzin Katyńskich i pomordowanych na Wschodzie, harcmistrz, Kapelan Naczelny ZHP pgK, patron honorowy Hufca ZHP Ziemi Sanockiej.

Głównym statutowym celem Fundacji jest upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej.

Fundacja ustanowiła wyróżnienie - Medal Golgoty Wschodu - przyznawane za działania na rzecz dokumentowania i upamiętnienia zbrodni katyńskiej. Zostali nim uhonorowani m.in. papież Jan Paweł II, Jerzy Buzek, Marek Jurek, bp Jerzy Mazur.

W 2006r., w uznaniu zasług dla Stolicy Rzeczypospolitej Polskiej, Fundacja uhonorowana została Nagrodą Miasta Stołecznego Warszawy.

Fundacja "Pomnik Ofiar Katynia"

Fundacja "Pomnik Ofiar Katynia" została ustanowiona przez osoby związane z polską kulturą i zarejestrowana 16 grudnia 2008r. W Statucie Fundacji zapisano: Celem Fundacji jest prowadzenie nieodpłatnej działalności, polegającej na upamiętnieniu ofiar zbrodni, popełnionej przez reżim sowiecki na jeńcach polskich, pomordowanych w Katyniu, Starobielsku, Charkowie i Miednoje, a ponadto nieodpłatne zaprojektowanie, sfinansowanie i realizacja Pomnika Ofiar Zbrodni Katyńskiej, (...), dbanie o właściwą prezentację i otoczenie Pomnika, kultywowanie pamięci jeńców polskich, pomordowanych w Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie, Charkowie i Miednoje, obejmowanie patronatem i pomocą inicjatyw, mających na celu upowszechnianie wiedzy o wydarzeniach w Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie, Charkowie i Miednoje, a także organizowanie obchodów rocznicowych, a także tych działań, które niosą ze sobą zrozumienie, wybaczenie i poznanie prawdy historycznej o przeszłości narodu polskiego i rosyjskiego.

Katyński Marsz Cieni

Katyński Marsz Cieni organizowany jest corocznie od 2008r. dla upamiętnienia polskich oficerów WP, Korpusu Ochrony Pogranicza oraz policji pomordowanych przez sowietów w 1940r. Organizatorem jest Grupa Historyczna Zgrupowanie "Radosław", a wśród patronów byli dotąd m.in. Instytut Pamięci Narodowej, Komitet Katyński, Fundacja "Golgota Wschodu" i Stowarzyszenie Rodzina Katyńska w Warszawie.

Pochód tworzą członkowie różnych grup rekonstrukcyjnych w historycznych mundurach polskich oficerów oraz pilnujących ich funkcjonariuszy NKWD, którzy w milczeniu przechodzą spod Muzeum Wojska Polskiego, ul. Krakowskie Przedmieście, Placem Zamkowym, Rynkiem Starego Miasta, Barbakanem, ul. Długą, Placem Krasińskim i ul. Bonifraterską pod Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie. W trakcie marszu przewidziane są trzy postoje: pod Bazyliką św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, na pl. Zamkowym oraz pl. Krasińskich przed Katedrą Polową WP, gdzie czytane są fragmenty listów pomordowanych do rodzin, pamiętniki, wspomnienia ocalałych oraz fragmenty list pomordowanych.

ZBRODNIA KATYŃSKA W KULTURZE

W 1995r. w lubelskim wydawnictwie Norbertinum ukazało się pierwsze wydanie międzynarodowej antologii poezji, dramatu i prozy pt. Katyń w literaturze, opracowanej przez prof. Jerzego R. Krzyżanowskiego, ze wstępem Włodzimierza Odojewskiego. Zbiór gromadzi polskie teksty literackie ponad 100 autorów, zamieszkałych w różnych częściach świata, m.in.: Władysława Broniewskiego, Jerzego Ficowskiego, Ferdynanda Goetela, Mariana Hemara, Zbigniewa Herberta, Kazimiery Iłłakowiczówny, Józefa Mackiewicza, Czesława Miłosza, Włodzimierza Odojewskiego, Kazimierza Wierzyńskiego, Andrieja Wozniesienskiego.

Guziki

(Zbigniew Herbert)

Tylko guziki nieugięte

przetrwały śmierć świadkowie zbrodni

z głębin wychodzą na powierzchnię

jedyny pomnik na ich grobie

są aby świadczyć Bóg policzy

i ulituje się nad nimi

lecz jak zmartwychstać mają ciałem

kiedy są lepką cząstką ziemi

przeleciał ptak przepływa obłok

upada liść kiełkuje ślaz

i cisza jest na wysokościach

i dymi mgłą smoleński las

tylko guziki nieugięte

potężny głos zamilkłych chórów

tylko guziki nieugięte

guziki z płaszczy i mundurów

Ogarniam myślą Ich...

(Leszek Długosz)

Ogarniam Ich ostatnie chwile

- Od dalszej chwili myśl moja się odbija

Pojmany, w loch ciśnięty

- W oczach oprawcy może ile?...

Powietrze szarpać ręką?

W nieczułą ciemność krzyknąć imię?

Ogarniam myślą Ich

Ogarniam myślą tamte Ich ostatnie chwile...

Ponad gniew, strach, wzgardę i bezradność

- Co może niemy bunt?

Na końcu zawsze jednak woła Miłość

- Najdroższa, Synku, Mamo

- Boże...

Strzał... Ciemność

Myśl moja się odbija

- Od tamtej chwili, tam w Katyniu

Pomyśleć...

Oprawcy mówili językiem bratnim

- W mowie Tołstoja i Puszkina

W 1967r. polski kompozytor Andrzej Panufnik napisał utwór orkiestrowy Katyń Epitaph, poprawiony w 1969r.

Zbrodnia katyńska jest tematem wielu, nie tylko polskich, piosenek, m.in.:

Powstało wiele filmów na temat zbrodni katyńskiej, m.in.:

(Źródła: m.in. Wikipedia, IPN, Zeszyty Katyńskie)

Kontakt

Szkoła Podstawowa im. Stanisława Broniewskiego "Orszy"

Wałdowo Szlacheckie 57

86-302 Grudziądz

woj. kujawsko - pomorskie